Mowa dziecka
– Kalendarz rozwoju mowy dzieci prof. Kaczmarka, na którym bazuję w swojej codziennej pracy przewiduje, że pełna artykulacja u dzieci powinna być rozwijana do 6 roku życia – mówi Izabela Krempińska, logopeda, pedagog. – Dziecko zaczyna nabierać kompetencji do mowy od samego początku po urodzeniu. Zaczyna od krzyku, potem gaworzy i w około pierwszym roku życia zaczyna bawić się pierwszymi sylabami i świadomie używa głosu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy po trzecich urodzinach dziecko, które urodziło się o czasie, nie jest wcześniakiem, nie komunikuje się z otoczeniem za pomocą mowy.
Wcześniaki dostają więcej czasu, do 10 roku życia. Dzieci urodzone o czasie, które w tym wieku nie mówią wymagają konsultacji z logopedą, diagnozy słuchu, prawidłowości rozwoju jamy ustnej i całego aparatu artykulacyjnego.
Po tych magicznych trzecich urodzinach dziecko powinno komunikować się ze światem już nie kodem rozumianym tylko przez bliskich, ale przez ogół społeczeństwa. Powinno mówić: „daj”, „jeść”, „siusiu”, „pić”. Nie bez powodu też w tym czasie dziecko idzie do przedszkola. By stymulować rozwój mowy.
Pierwsza wizyta
Pierwsza wizyta u logopedy trwa około godziny. Trzeba wykonać kilka ważnych czynności. Podstawą jest rozmowa z rodzicem. Musi się on liczyć z pytaniami dotyczącymi czynników okołoporodowych, porodowych, które mogły negatywnie oddziaływać na dziecko, z pytaniem jak długo było karmione piersią i czy w ogóle, czy korzysta, korzystało ze smoczka, w jaki sposób mimo to że nie mówi komunikuje się z rodzicami. Podczas spotkania u logopedy próbuje się nawiązać relację z dzieckiem. Trzeba zweryfikować mowę bierną, to czy rozumie polecenia. Pokazuje się mu książeczki z obrazkami i każe wskazać wypowiadaną rzecz. Po takim teście wiemy, czy dziecko słyszy i czy rozumie polecenia. Zdarza się, że diagnozuje się niedosłuch lub zaburzone rozumienie treści, wtedy dziecko trafia pod opiekę innych specjalistów.
– Często jest tak, że mama czy babcia wchodzą w rolę osobistego tłumacza dziecka, a sprytne dziecko to wykorzystuje i nie widzi potrzeby, by mówić – mówi Izabela Krempińska. – Mama wszystko za nie załatwi. Potrafi nawet wejść za nim do piaskownicy i pośredniczyć w kontakcie z rówieśnikami. Rodzice często tłumaczą, że dziecko się denerwuje, więc chcą mu pomóc w kontakcie z innymi dziećmi. Nie o to jednak chodzi. Życie składa się przecież nie tylko z sukcesów, ale także z niepowodzeń. Najlepiej aby dziecko samodzielnie włączyło się w grupę rówieśniczą, ta najlepiej zmobilizuje je do komunikacji. Nie raz dziecko usłyszy: „Nie chcę się z Tobą bawić” i będzie musiało na to zareagować.
To wpływa na rozwój mowy
Karmienie piersią jest korzystne dla rozwoju aparatu mowy. Ruchomość aparatu artykulacyjnego u dzieci karmionych w taki sposób jest większa. Smoczek niestety bywa wrogiem nauki mówienia. Około 1 roku życia należałoby podjąć pierwsze próby odstawienia smoczka bez zaangażowania dziecka. Mogą być to trudne chwile, ale trzeba je przetrwać i nie ugiąć się. Kiedy przeoczymy ten czas, w 2 roku życia dziecka robimy to przy jego świadomym udziale, po rozmowie. Smoczek lub co gorsza kciuk sprawiają, że inaczej układa się język w jamie ustnej. Powstaje wtedy tzw. zgryz otwarty, co przekłada się na sposób realizacji głosek.
Niedotlenienie okołoporodowe może powodować problemy neurologiczne. Bywa, że dzieci w pierwszych miesiącach życia niemowlęta są rehabilitowane neurologicznie. U takich maluchów rozwój mowy może być trudniejszy.
Inne przyczyny to zbyt mała ruchomość języka, zbyt krótkie wędzidło podjęzykowe. W tym ostatnim wypadku należy wykonać korekcję wędzidła szybką metodą elektrokoagulacji, by dziecko mogło prawidłowo wypowiedzieć spółgłoskę „l” i „r”. Każdy przypadek jest inny, istnieją też genetyczne uwarunkowania. W przypadku chłopców opóźniony rozwój mowy jest diagnozowany częściej, oni rozwijają się wolniej od dziewczynek.
Trzeba ćwiczyć codziennie
– Dzieci nie chcą ćwiczyć w domu. Gabinet logopedy jest nowym miejscem, jest pani, jest odpowiednie wyposażenie, żeby ćwiczyć – mówi Izabela Krempińska, logopeda, pedagog. – Dziecko ma zeszyt i dostaje wskazówki do pracy w domu. Rodzic zobowiązuje się też, że będzie terapeutyzować dziecko. To jego rola jest najważniejsza, logopeda pokazuje tylko metody, jakimi należy to robić. To jak długo potrwa terapia zależy od rodziców i chęci dziecka. Ćwiczenia można, a nawet należy wykonywać w formie zabawy, tak by dziecko robiło je z ochotą. Można to robić na spacerze, kiedy jedziemy autem do przedszkola. Wystarczy 10 – 15 min dziennie, ale trzeba pilnować, by było to codziennie. Rehabilitacja logopedyczna wymaga systematyczności i nauczenia mózgu pracy przy wykorzystywaniu innych szlaków neuronalnych jak do tej pory.
Jak ćwiczyć
Zaczyna się od ćwiczeń oddechowych. Dzieci w przedszkolach mają problemy z oddychaniem, unoszą ramiona, brakuje im powietrza, bywa, że na wdechu mówią wierszyki. Najprostsze ćwiczenia to dmuchanie piórek, wiatraczków, baniek mydlanych, które wzmacnia przeponę i mięśnie klatki piersiowej. Dzieci lubią też zadania z zakresu ruchomości aparatu artykulacyjnego – języka, warg. Można wtedy wysmarować usta dziecka przysmakiem – np. masłem czekoladowym i kazać mu dokładnie oblizać buzię. Język trenujemy także sięgając nim do nosa, do brody, na boki lub naśladując stukot kopyt. Namawiamy też do wytykania języka, oczywiście w ramach ćwiczeń. Dobrą zabawą może być wypowiadanie samogłosek, pod warunkiem, że będziemy robić to razem z dzieckiem.
Terapia dotyczy też dorosłych
Najtrudniejszą ze wszystkich głosek jest „r”. Wymaga pionizacji języka i drżenia końcówki języka. Z powodu „r” bywa, że na terapię trafiają także dorośli. Problemy mogą być różne. Może to być zastępowanie tej głoski i pacjent mówi „juja”, „jowej” czy wypowiadanie jej w ułożeniu tylnojęzykowym, co brzmi jak francuskie „r”.
– Uważam, że pacjentowi na każdym etapie rozwojowym można pomóc – przyznaje logopeda. – W przypadku dorosłego zależy to od niego samego. Z motywacją zazwyczaj nie ma problemu, gorzej jest ze zmianą i nauczeniem mózgu pracy na nowych zasadach. Bywa, że ktoś sam chce zmienić swoją wymowę, bywa że wpływa na chęć uczestnictwa w terapii mają czynniki zewnętrzne.
To powinno niepokoić
Należy uczulić rodziców na to, że jeśli dziecko w każdym wieku którąś z syczących głosek: s, z, c, dz, sz, rz, cz, dż i ś, ź, ć dź wymawia tak, że język jest widoczny zza zębów lub znajduje się między zębami, wymaga konsultacji logopedy. Prawidłowa wymowa powinna być z zamkniętymi zębami a język powinien być w buzi. Mówienie „safa”, „syska”, to seplenienie rozwojowe, które jeszcze może się samoistnie zniwelować. Jeśli jednak i tu język pojawia się między zębami, trzeba iść do specjalisty.
Jeśli dziecko zamienia „r” na „l” to mówimy wtedy o rotacyzmie rozwojowym, który mieści się w normie. Jeśli jednak zamiana jest na „j”, to wymaga to wizyty u logopedy. Należy wówczas zweryfikować ruchomość języka, oraz włączyć dziecko zajęcia terapeutyczne.
Im szybciej tym lepiej
Problemy logopedyczne powinno się diagnozować i terapeutyzować na poziomie przedszkola, żeby dziecko idące do szkoły w wieku 6 lat nie miało już z tym kłopotu. Dziecko i tak ma obowiązki związane z edukacją, więc nie nakładajmy jeszcze do tego zajęć logopedycznych. Nie narażajmy go na stygmatyzację przez rówieśników, czy dyskwalifikację przez opiekunów np. podczas recytowania wierszyków. Najgorszym efektem zaniedbania terapii jest ryzyko, że dziecko będzie pisać tak jak słyszy. Istnieje też korelacja między nieprawidłowościami w realizacji głosek czy nieprawidłowym rozwoju mowy a późniejszą dysleksją. Mogą pojawiać się problemy w uczeniu się, takie jak dysleksja (problemy z czytaniem).